niedziela, 17 czerwca 2012

Rozdział 1


         „ Mała dziewczyna siedząca na krześle, a za nią płonący dom i krzyki....”

Tykający zegarek. Wskazówki zmierzały uporczywie do 12. Choć wykonywały ciężką pracę nigdy się nie poddały. Prosiły zaledwie o jedną baterię na 5 lat, która dawał im energię do życia. Wiedziały, że są potrzebne. Choć nikt nie okazywał im uczuć, nikt nie pochwalił za to co robią, nikt nie podziękował, one dalej trwały w swojej pracy już od tysięcy lat. Wiedziały, że ludzie nienawidzą czasu. Jednakże trwały.
Zapalniczka. Leżała spokojne obok zegarka. Ogień. Gdy ją odpalano, czuła się potrzebna , nie wiedział że służy do okropnych czynów, była świadoma ,że kiedyś ktoś ją wyrzuci i skończy się jej życie, więc chciał być włączana jak najczęściej.

***
Przeszły mnie dreszcze. Otworzyłam oczy i odetchnęłam z ulgą. Byłam całą spocona, miałam gęsią skórkę. Spojrzałam na zegarek, była czwarta z minutami. Wzięłam parę głębokich wdechów i podniosłam się z łóżka. Gdy byłam przy drzwiach bezwładnie osunęłam się na podłogę, po chwili znów otworzyłam oczy, kręciło mi się w głowie. Starałam się sobie przypomnieć co się stało i dotarło coś do mnie. Spojrzałam na mój nadgarstek i delikatnie po nim przejechałam . Poczułam jak usta mi drętwieją, po moich policzkach spłynęły łzy. Otrząsnęłam się. Po cichu wymknęłam się do łazienki, tak, aby nie zostać zauważoną. Na szczęście wszyscy jeszcze spali. Przekręciłam klucz w drzwiach od łazienki i zapaliłam światło. Spojrzałam w lustro. Moim oczom ukazał się wychudzona dziewczyna z napuchniętymi oczami, włosami upiętymi w luźnego koka. Odbicie było szare, jedynym kolorowym punktem była ręka, który była mocno zaczerwieniona. Łzy spływały mi po twarzy jak oszalałe osunęłam się na podłogę i zakryłam rękoma twarz. Siedziałam tak kilka minut, aż w końcu się potrząsnęłam i wzięłam gorący prysznic. Wyszłam z łazienki i udałam się po cichu w stronę kuchni. Przestraszył mnie kot, który zeskoczył z parapetu.
-Na szczęście to tylko on- pomyślałam.
Otworzyłam lodówkę nie zastanawiałam się nawet chwili, tylko wzięłam to co było w niej jedyne czyli kawałek kiełbasy i biały ser. Po drodze do pokoju zgarnęłam z blatu butelkę mleka i starą, wyschniętą bułkę. Gdy zamykałam drzwi usłyszałam jak ojciec wychodzi z pokoju. Czym prędzej przekręciłam klucz. Nienawidziłam go. Szybko się ubrałam i zjadłam choć nędzne, to dające mi dość siły, aby wyjść z domu na te parę godzin i wrócić. Dochodziła siódma. Słyszałam jak ojciec odpala samochód i rusza. Wyszłam z pokoju. Wiedziałam, że nie powinnam, ale musiałam. Weszłam do jego sypialni ociekającej brudem i zajrzałam do szuflady, w której trzymał pieniądze wzięłam trochę na zapas. Choć mieliśmy ich dużo, ponieważ On miał dobrą pracę, to po śmierci mamy inwestował tylko w moją młodszą siostrę, nie dbał nawet o siebie, nie wspominając o mnie. Nie obchodziło go moje życie. Była zamknięty w sobie. Moja młodsza siostra miała wszystko co chciała, brakowało jej tylko miłości i ciepła rodzinnego domu. Niestety było jak było. Przywykłam. Od tylu lat kradnę mu pieniądze, żeby jakoś żyć i jeszcze nigdy tego nie zauważył, wiedziałam, że gdybym poprosiła o nie siostrę to ona by je od niego dostała. Była jego „oczkiem w głowie”. Lecz nie chciałam okazywać swojej słabości. Pewnie, gdyby ich zbrakło to znalazła bym jakąś pracę i dalej by się żyło. Mama nauczyła mnie tego jak żyć skromnie i nigdy nie potrzebowałam wiele. Tak bardzo mi jej brakuje. Z siostrą nie żyłam zbyt dobrze, nie wiem czemu naskakiwałam na nią bez powodu, a ona nie była niczemu winna. Mimo tego kochałam ją nad życie i nie chciałam, aby się jej coś stało. Wiem, że ona chciała by żebyśmy były dla siebie podporą, ale wina leżała po mojej stronie od czasu, gdy zmarła mama zamknęłam się w sobie i za bardzo nienawidziłam ludzi. Cała miłość, przyjaźń i ciepło stały się pękającą bańką mydlaną.

.

Prolog


Stałam. Nie myślałam o niczym. Patrzyłam w  dół. Na tory. Słońce przygrzewało mi twarz, jednakże czułam chłód. Było popołudnie, samochody jeździły jak oszalałe, za mną przechodzili szybko, zdenerwowani ludzie. Nic mnie nie  obchodziło. Wiatr podwiewał mi lekką, bawełnianą koszulę. Oparta byłam o barierki, moje nogi unosiły się nad ziemią. Dopóki nie dotykały betonu czułam się jakbym była w innym świecie. Do czasu.... Kiedy ich zobaczyłam...
-Po co oni tu przyszli ?  Znowu wszystko psują, mogli by zostawiać mnie chociaż po szkole w spokoju!- szeptałam sobie pod nosem. Uciekać czy obrócić głowę w drugą stronę tak, aby mnie nie rozpoznali. Moje oczy się zeszkliły.Ale on też tam był.. Czułam coś co nigdy nie  było we mnie na tyle silne, żeby to z siebie wydusić.