„ Mała dziewczyna siedząca
na krześle, a za nią płonący dom i krzyki....”
Tykający zegarek. Wskazówki zmierzały
uporczywie do 12. Choć wykonywały ciężką pracę nigdy się nie
poddały. Prosiły zaledwie o jedną baterię na 5 lat, która dawał
im energię do życia. Wiedziały, że są potrzebne. Choć nikt nie
okazywał im uczuć, nikt nie pochwalił za to co robią, nikt nie
podziękował, one dalej trwały w swojej pracy już od tysięcy lat.
Wiedziały, że ludzie nienawidzą czasu. Jednakże trwały.
Zapalniczka. Leżała spokojne obok
zegarka. Ogień. Gdy ją odpalano, czuła się potrzebna , nie
wiedział że służy do okropnych czynów, była świadoma ,że
kiedyś ktoś ją wyrzuci i skończy się jej życie, więc chciał
być włączana jak najczęściej.
***
Przeszły mnie dreszcze. Otworzyłam
oczy i odetchnęłam z ulgą. Byłam całą spocona, miałam gęsią
skórkę. Spojrzałam na zegarek, była czwarta z minutami. Wzięłam
parę głębokich wdechów i podniosłam się z łóżka. Gdy byłam
przy drzwiach bezwładnie osunęłam się na podłogę, po chwili
znów otworzyłam oczy, kręciło mi się w głowie. Starałam się
sobie przypomnieć co się stało i dotarło coś do mnie. Spojrzałam
na mój nadgarstek i delikatnie po nim przejechałam . Poczułam jak
usta mi drętwieją, po moich policzkach spłynęły łzy.
Otrząsnęłam się. Po cichu wymknęłam się do łazienki, tak, aby
nie zostać zauważoną. Na szczęście wszyscy jeszcze spali.
Przekręciłam klucz w drzwiach od łazienki i zapaliłam światło.
Spojrzałam w lustro. Moim oczom ukazał się wychudzona dziewczyna z
napuchniętymi oczami, włosami upiętymi w luźnego koka. Odbicie
było szare, jedynym kolorowym punktem była ręka, który była
mocno zaczerwieniona. Łzy spływały mi po twarzy jak oszalałe
osunęłam się na podłogę i zakryłam rękoma twarz. Siedziałam
tak kilka minut, aż w końcu się potrząsnęłam i wzięłam gorący
prysznic. Wyszłam z łazienki i udałam się po cichu w stronę
kuchni. Przestraszył mnie kot, który zeskoczył z parapetu.
-Na szczęście to tylko on-
pomyślałam.
Otworzyłam lodówkę nie zastanawiałam
się nawet chwili, tylko wzięłam to co było w niej jedyne czyli
kawałek kiełbasy i biały ser. Po drodze do pokoju zgarnęłam z
blatu butelkę mleka i starą, wyschniętą bułkę. Gdy zamykałam
drzwi usłyszałam jak ojciec wychodzi z pokoju. Czym prędzej
przekręciłam klucz. Nienawidziłam go. Szybko się ubrałam i
zjadłam choć nędzne, to dające mi dość siły, aby wyjść z
domu na te parę godzin i wrócić. Dochodziła siódma. Słyszałam
jak ojciec odpala samochód i rusza. Wyszłam z pokoju. Wiedziałam,
że nie powinnam, ale musiałam. Weszłam do jego sypialni
ociekającej brudem i zajrzałam do szuflady, w której trzymał
pieniądze wzięłam trochę na zapas. Choć mieliśmy ich dużo,
ponieważ On miał dobrą pracę, to po śmierci mamy inwestował
tylko w moją młodszą siostrę, nie dbał nawet o siebie, nie
wspominając o mnie. Nie obchodziło go moje życie. Była zamknięty
w sobie. Moja młodsza siostra miała wszystko co chciała, brakowało
jej tylko miłości i ciepła rodzinnego domu. Niestety było jak
było. Przywykłam. Od tylu lat kradnę mu pieniądze, żeby jakoś
żyć i jeszcze nigdy tego nie zauważył, wiedziałam, że gdybym
poprosiła o nie siostrę to ona by je od niego dostała. Była jego
„oczkiem w głowie”. Lecz nie chciałam okazywać swojej
słabości. Pewnie, gdyby ich zbrakło to znalazła bym jakąś pracę
i dalej by się żyło. Mama nauczyła mnie tego jak żyć skromnie i
nigdy nie potrzebowałam wiele. Tak bardzo mi jej brakuje. Z siostrą
nie żyłam zbyt dobrze, nie wiem czemu naskakiwałam na nią bez
powodu, a ona nie była niczemu winna. Mimo tego kochałam ją nad
życie i nie chciałam, aby się jej coś stało. Wiem, że ona
chciała by żebyśmy były dla siebie podporą, ale wina leżała po
mojej stronie od czasu, gdy zmarła mama zamknęłam się w sobie i
za bardzo nienawidziłam ludzi. Cała miłość, przyjaźń i ciepło stały się pękającą bańką mydlaną.
.